Obwarzanki ze Szczecinka. Symbol miasta, nigdzie nie ma lepszych [zdjęcia]

Rajmund Wełnic
Rajmund Wełnic
Dyrektor muzeum w Szczecinku Ireneusz Markanicz podczas jarmarku kresowego z obwarzankami Rajmund Wełnic
Niech się schowają wszystkie inne obwarzanki. Te ze Szczecinka są najlepsze na świecie, a zawdzięczamy je rodzinie Relskich. Poznajcie niezwykłą historię.

W roku 1945 jeden z eszelonów z repatriantami zatrzymał się na dworcu w Szczecinku. Dobiegający tuż po wojnie pięćdziesiątki Zygmunt Relski zaczynał w Szczecinku życie od nowa. Nad Wiliją, w Łosiówce, dzielnicy cieszącej się złą sławą miejscowej żulii, przy ulicy Chełmskiej 40 zostawił piekarnię obwarzanków smorgońskich (Smorgonie – miejscowość koło Wilna, a nazwa smorgońskie obwarzanki była wówczas na Litwie tak oczywista, jak dajmy na to pierniki toruńskie) i dom, które wybudował niedługo przed wybuchem wojny.

CZYTAJ TEŻ:

Na własny szyld pracował ciężko. Firmę - po latach pracy w piekarni – założył w roku 1923. Najpierw w dzierżawionym lokalu przy ulicy Pióromont, później produkcję smakowitych obwarzanków przeniósł na w nowe miejsca i już jako poważny rzemieślnik mógł sobie pozwolić w roku 1928 na postawienie własnego zakładu. Przez pierwsze lata całą produkcję Z. Relski sprzedawał na jarmarkach i na ulicy - wprost z kosza. Do kupna smorgońskich obwarzanków, zachęcano okrzykami w wileńskiej gwarze: „Obwarzanki sprzedają, dziurki darmo oddają".

Konkurencja w Wilnie była niesamowita. Na targu i ulicach spotkać można było setki przekupek głośno zachwalających wianuszki pachnących obwarzanków. Przed świętami można było kupić odmianę obwarzanków z makiem dodawanym do ciasta w kształcie kostki. Kilkadziesiąt piekarni każdego dnia dostarczało nowy towar i trzeba było wykazać się sporymi umiejętnościami, aby zaistnieć na lokalnym rynku. Miejscowa klientela miała wyrobione gusta i smaczne obwarzanki potrafiła docenić.

Z WILNA DO SZCZECINKA

W wyludnionym i rządzonym przez radziecką komendanturę wojskową Szczecinku Relscy zamieszkali jako jedni z pierwszych, już w kwietniu 1945 roku. - Dziadek nie myślał wtedy nawet o uruchomieniu piekarni - mówi Marek Relski, wnuk Zygmunta. Wyposażenie firmy zostało oczywiście w Wilnie.

Później nastał klimat niezbyt - delikatnie mówiąc - sprzyjający prywatnej inicjatywie i Zygmunt Relski zatrudnił się w gazowni. Dopiero w roku 1957 w ratuszu pozwolono na otwarcie piekarni obwarzanków w lokalu przy ul. Bohaterów Warszawy. Urzędnicy okazali się wyjątkowo życiowi i choć w wojennej zawierusze zaginęły dokumenty poświadczające piekarskie umiejętności pana Relskiego, to zgodę dali. Dlaczego? Wnukowie Zygmunta, Marek i Grzegorz, z którymi rozmawialiśmy kilkanaście lat temu, ostrożnie wyjmują albumu pożółkły skrawek pergaminowego papieru. Przed wojną w takie torebki pakowano obwarzanki. Na opakowaniu wydrukowano „Zygmunt Relski, piekarnia obwarzanków smorgońskich", adres i umieszczono postać piekarza w wielkiej czapie dzierżącego naręcze obwarzanków (dziś znak firmowy zastrzeżony patentem). - Przechowujemy to jak największą rodzinną relikwię - mówili. Ten cudem gdzieś przechowany papier otworzył drogę do własnej firmy.

KOLEJKA NOSTALGICZNA

„Za Niemca" w oficynie przy Boh. Warszawy wypiekano chleb. Urządzenia i ogromny piec kaflowy trzeba było przystosować do produkcji specjalnej. Na szczęście przez lata pan Zygmunt nie zapomniał fachu i przy pomocy najstarszego syna Wacława skonstruował unikatowe i do dziś działające maszyny. Na tyle wyjątkowe, że i teraz nie mogliśmy ich sfotografować. Najstarsi mieszkańcy Szczecinka pamiętają z pewnością drewnianą budkę na starym rynku przy placu Winnicznym, gdzie sprzedawano obwarzanki, a nieco młodsi - tłum kłębiący się na podwórku przed piekarnią w oczekiwaniu na świeżą dostawę.

Szczególnym wzięciem cieszyły się małe i pulchne obwarzanki, jeszcze ciepłe sprzedawane z okienka. Bo też sława tradycyjnych wileńskich wypieków, opartych na skrzętnie ukrywanej recepturze, rozeszła się daleko poza Szczecinek. - Do dziś, kiedy praktycznie wszystko kierujemy do sklepów, przychodzą ludzie i koniecznie chcą kupić parę wiązek - twierdzą bracia Relscy.

Przychodzą do Szczecinka listy z całego kraju i zagranicy z podziękowaniami - pokazuje obfitą koresponencję Marek Relski. - Bardzo wzruszający list dostaliśmy od księdza z Białorusi, który pisze, że nasze obwarzanki smakowały mu jak nigdy w życiu, choć do dzisiaj na Wschodzie pieką obwarzanki. Po kilkanaście i więcej wianuszków biorą ze sobą wyjeżdżający za granicę, a kiedy w piekarni zjawiła się pani, której lekarz zapisał dietę obwarzankową. Świetną klientelą byli Rosjanie z Armii Czerwonej stacjonującej w Szczecinku i Bornem Sulinowie. - Przed powrotem do kraju potrafili do czysta wykupić całą produkcję - w piekarni do dziś wspomniają byłych sojuszników z Układu Warszawskiego.

Obwarzanki smakują prawie każdemu. Sięgają po nie starsi, pamiętający ten wschodni specjał, ale i młodsi, którym przejadły się czipsy, batoniki, snaki i inne „importy" z Zachodu i chcą pochrupać coś swojskiego. – Mój 14-miesięczny syn Filip wprost za nimi przepada – mówi młoda mama zagadnięta w kolejce po obwarzanki.

RECEPTURA NA OBWARZANKI

Można pomyśleć - cóż to takiego trudnego upiec obwarzanki? Wystarczy wyrobić mąkę, drożdże, sól, cukier, margarynę, dodać trochę wody, uformować w krążki i do pieca. Nic z tego. Technologiczny proces wypieku - opracowany przed prawie wiekiem w Wilnie - to największy sekret w piekarni Relskich. Właściciele firmy każdego dnia wstają wcześnie rano i sami - bez pomocy pracowników - wyrabiają ciasto do odpowiedniej konsystencji. Tu niczego nie można pominąć, przyśpieszyć.

- Jak zrobić obwarzanki? - śmiał się w dawnej rozmowie z nami się pan Grzegorz. - Jak mówił dziadek; wystarczy wziąć dziurkę i okleić ciastem. Dziadkowego pomysłu maszyny doskonale spisują się dnia dzisiejszego i - jeżeli nie liczyć drobnych poprawek, udoskonaleń i przeróbki pieca - nic się tu nie zmieniło od lat. - Proces technologiczny zmienia się zależnie od temperatury powietrza, wilgotności, czy nawet pory roku wielu. Trzeba lat doświadczenia i wielkiego wyczucia, żeby każda partia była udana - tłumaczy M. Relski. Sen z powiek spędzała do niedawna zła jakość mąki, na dodatek inna w każdej dostawie. Czasy się jednak zmieniły i dziś młyny produkują doskonały surowiec, dzięki czemu obwarzanki są takie jak należy - kruche i twarde zarazem. Z powodu kruchości obwarzanki są też nazywane suszkami.

Po panu Zygmuncie interes pod koniec lat 60. poprowadził jego najmłodszy syn Czesław z żoną. Później pałeczkę przejął syn Czesława Grzegorz, a potem współwłaścicielem piekarni został także jego starszy brat Marka. Każde pokolenie Relskich poznawało tajniki i kunszt udanego wypieku pracując w piekarni pod bacznym okiem głowy rodziny. - Pewnie dziadek, tam w górze cieszy się, że ciągniemy to co on zaczął - powiadają bracia. - Są pewnie ludzie, którzy mówią że przed wojną śnieg był inny, a obwarzanki u starego pana Relskiego lepsze niż teraz, ale robimy takie same jak kiedyś. Czas upływa jednak nieubłaganie - od lat obwarzanki sprzedają się nie z buchającego parą okienka, czy z drewnianej budki na rynku, ale w supermarkecie, a obok uśmiechniętego piekarza na firmowej etykietce widnieje kod kreskowy do kas z laserowym czytnikiem.

Szczepionka Johnson&Jonshon w Polsce wcześniej niż zakładano

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie