Z wirtualną wizytą w szczecineckich parafiach. Dziś św. Franciszka [zdjęcia]

Rajmund Wełnic
Rajmund Wełnic
Parafia św. Franciszka, zdjęcia archiwalne Rajmund Wełnic
Rozpoczął się Wielki Tydzień i większość wiernych nie może odwiedzić swoich kościołów i uczestniczyć w duchowych przygotowaniach do Wielkanocy. Dziś więc - z myślą o nich - przypominamy cykl naszych prezentacji szczecineckich parafii sprzed kilku lat. W Wielki Piątek wirtualnie odwiedzamy parafię św. Rozalii w Szczecinku.

Wspólnotę parafialną scementowała - nomen omen - budowa świątyni i domu parafialnego. Początkowo wierni z nowej parafii (wtedy jeszcze samodzielnego wikariatu) wytyczonej na obrzeżach Szczecinka, za torami - jak mówią miejscowi - na nabożeństwach spotykali się w tymczasowej kaplicy w biurach firmy Chemia przy ulicy Łukasiewicza.

Ale szybko rozpoczęła się budowa kościoła. Teren przy ulicy Bukowej, na skraju lasu i osiedla domków jednorodzinnych, jest położony urokliwie, ale w owym czasie był zupełnie niezagospodarowany. Dzięki wsparciu wiernych i wielu firm, a przede wszystkim wytrwałości księdza proboszcza Marka Kowalewskiego, w ciągi półtora roku wzniesiono mury świątyni. 7 października 2001 roku kościół został konsekrowany przez księdza biskupa ordynariusza diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej Mariana Gołębiewskiego.

Od początku parafia św. Franciszka z Asyżu wyróżniała się na tle innych szczecineckich wspólnot kościelnych. Nie tylko z uwagi na skromną liczbę parafian, ale z racji rodzinnego charakteru i związków z otaczającą ją ze wszystkich stron przyrodą. W żadnej nie ma przecież zwierzyńca, skansenu i wystawy starych maszyn rolniczych, placu zabaw dla dzieci, boisk, miejsca na ognisko, czy szlaku przyrodniczego szlakiem Testamentu Jana Pawła II.

Ostatnie wielkie dzieło zbudowane pod auspicjami Stowarzyszenia Hospicyjnego im. św. Franciszka - hospicjum na 15 łóżek. Powstało także dzięki ofiarności mieszkańców całego regionu i sponsorów.

Wspominamy także rozmowę z księdzem Markiem Kowalewskim, proboszczem parafii pw. św. Franciszka z Asyżu w Szczecinku

Jak ksiądz trafił do Szczecinka i czy to była pierwsza parafia księdza?
Jako wikariusz byłem w diecezji gorzowskiej. W sierpniu minie 21 lat mojego pobytu w Szczecinku, z czego 5,5 roku byłem wikariuszem w kościele Mariackim. Przymiarki do probostwa były już wcześniej, ale faktycznie parafia św. Franciszka jest mohą pierwszą. Jakie jej były początki? Trochę nietrafione okazało się utworzenie z początkiem 1999 roku samodzielnego wikariatu lokalnego z siedzibą w parafii Mariackiej, a który „wykrojono” z części parafii pw. Ducha Świętego leżącej za torami. Nastawienie wiernych było początkowo nieufne: jak to największa parafia w Szczecinku, a jeszcze do niej dołączono wikariat? Ludzie byli przyzwyczajeni, że tereny te przynależą do małego kościółka. Część mieszkańców tej dzielnicy to byli co prawda nowi, którzy wybudowali tu domy, ale byli i tacy od zawsze związani z ojcami redemptorystami. Ale faktycznie atmosfera na początku była niełatwa. Po pierwszej kolędzie, po przymiarkach do budowy kościoła i plebanii, przełamaliśmy lody. Nalegałem także cały u księdza biskupa ordynariusza, którym był wówczas Marian Gołębiewski, aby ustanowił nową parafię. Chociażby dlatego, że jesteśmy niezależni, mamy osobowość prawną i możemy założyć konto parafialne. 21 marca 1999 parafia pw. św. Franciszka z Asyżu została erygowana.

Pamiętam, że wtedy osiedle przy ulicy Bukowej nie wyglądało najlepiej.
Tak, były jeszcze np. żużlowe drogi. Mieszkańców było niewielu, nieco ponad 800 w całej parafii, a są parafie wiejskie, które są większe. Teren pod świątynię był w planie przeznaczony pod miejsce kultu, ale powiedzmy sobie szczerze, to był kawałek pastwiska pod lasem. Przymierzali się do budowy świątyni ojcowie, potem zmieniły się władze zakonu i z tego zrezygnowali. Zadanie, choćby z uwagi na wielkość parafii, było trudne. Jak tak mała wspólnota mu podoła? Biskup spytał, czy damy radę? Odpowiedziałem uczciwie, że nie wiem. Ale przy wsparciu wspaniałych ludzi udało się. To oni z czasem przekonali także tych sceptycznych. Kościół z plebanią od wbicia pierwszej łopaty stał w rok i cztery miesiące. Może jeszcze niegotowy, w pierwszą niedzielę Adwentu 2000 roku było biednie, zimo, ale mieliśmy swoją świątynię i byliśmy u siebie.

Mała parafia ma to do siebie, że znacie się wszyscy doskonale. To ułatwia posługę, czy anonimowość dużej parafii ma też swoje plusy?
Każdy kij ma dwa końce. Faktycznie, znam praktycznie wszystkich parafian od juniora do seniora. Znamy się poprzez kolędę, spotkania różnego rodzaju. Tak łatwiej nawiązać kontakt, z drugiej strony wiem, gdzie mogę się spodziewać zamkniętych drzwi. Ale pukam i do nich, może w końcu otworzą je dla Boga. Są ludzie, którzy na początku pałali wielkim entuzjazmem, a z czasem się wypalili, a są i tacy, którzy wydawałoby się, że są z dala od parafii, a oni pokazali swoje talenty.

Ksiądz jest od początku, bez wikariusza, urlopu właściwie. Co księdza napędza?
W stanie wojennym usłyszałem piękna sentencję i staram się jej być wierny: Żyjmy tak, aby nie wstydzić się lat przeżytych bez celu. Staram się więc mieć zawsze jakiś cel do zrealizowania. Różnie to wychodzi, ale chciałbym coś dobrego po sobie pozostawić.

Sporo już tego jest. Nie zliczę wszystkich inicjatyw: od budowy kościoła, urządzenia całego terenu wokół, skansen maszyn rolniczych, boisk, zwierzyńca, jasełek, orszaków Trzech Króli i Niedzieli Palmowej, czy po trwającą budowę hospicjum.
Mamy niecałe 90 arów własności parafii i staramy się je z sensem zagospodarować. Zaorać i posadzić drzewa? No nie. Muszę wspomnieć ś.p. senatora Witolda Gładkowskiego, który przyjechał i powiedział, jak to fajnie by było, gdyby tu pod lasem jakieś zwierzęta były. To on mnie zmobilizował, popchnął wiele spraw w starostwie, bo w pewnym momencie byłem przerażony, ile to zachodu z tym zwierzyńcem. Pomogli, jak zawsze, ludzie i zakłady pracy. Ze skansenem było tak, że gdzieś po kolędzie zobaczyłem jakąś maszynę i zdziwiłem się, że jeszcze złomiarze jej nie zabrali. Wziąłem więc ja, odmalowałem i postawiłem koło plebanii, z czasem ludzie zaczęli donosić kolejne i tak mamy wystawę, czy kiedyś na roli pracowano. Kompleks boisk powstał z pomocą pierwszej rady osiedlowej, z którą świetnie się współpracowało. Cieszę się, że to miejsce tętni życiem, że organizowane są zabawy, imprezy, ogniska. Oczywiście, w kościele trzeba zachować odpowiednią postawę, ale zróbmy coś dla ciała. Bo jak nie zajmiemy się młodzieżą, to pojawi się alkohol, narkotyki, dopalacze.

A skąd pomysł na ścieżkę leśną szlakiem Testamentu Jana Pawła II?
Byłem zauroczony leśną dziuplą w Nadleśnictwie Czarnogór. Chodziło mi po głowie, jakby to dziuplę ekologiczną połączyć z naszym zwierzyńcem? Może jakaś ścieżka przyrodnicza? Po śmierci papieża przeczytałem Jego testament duchowy, wielkiego człowieka, a tak prosty w swym przesłaniu. Chciałem, aby każdy miał okazję go poznać, a gdzie nie lepiej się zastanowić nad swoim życiem, jak nie w ciszy, w lesie? Dostaliśmy zgodę na postawienie tablic, z czasem pojawiły się kapliczki do modlitwy i tak powstał jedyny w kraju szlak Testamentu Jana Pawła II. Są szkoły, ulice, place poświęcone Ojcu Świętemu, a szlak leśny jest jedyny. Niejako przy okazji organizujemy razem z OSiR-em, PTTK Wiarusy i kołem wędkarskim Jesiotr cykl imprez z okazji Dnia Papieskiego dla dzieci i młodzieży. W tym roku już po raz 12. Wspólnie można zrobić naprawdę wiele. Bez grup parafialnych, grupy ministrantów, Caritas, doradczyni rodzinnej, Żywego Różańca parafia by nie żyła.

Wychodzicie poza wspólnotę parafialną, do całego Szczecinka, ba hospicjum to już inicjatywa regionalna.
To nie była moja inicjatywa. Przyszli kiedyś lekarze i mówią, inne miasta mają miejsca, gdzie można godnie czekać na ostatni moment, a ze Szczecinka chorych terminalne wozi się do Koszalina, Słupska czy Złotowa. Jest oczywiście powód do satysfakcji, że przyszli z tym do mnie, ale też jest to ogromne wyzwanie. Wielkie. Hospicjum to jednak niezależne dzieło Stowarzyszenia Hospicyjnego im. św. Franciszka. Parafia, za zgodą księdza biskupa, daje jedynie ziemię.

Już chyba wiem, co księdzu daje energię…
Nie zawsze i wszędzie jest idealnie. Parafia ma i swoje problemy. Bezrobocie, emigracja. Parafia niby jest młoda, w miarę nowe osiedle, a już w galopującym tempie się starzeje. A jak nie ma pracy, nie ma i młodzieży. A jak jest praca, to ludzie mało zarabiają. I to jest ich największa bolączka, a przecież parafia nie działa w próżni społecznej. Aż czasami chciałoby się zacytować klasyka, jak żyć panie premierze? Dlatego też szukaliśmy różnych form integracji, starszych i młodszych. Tu za wielki w to włożony wysiłek muszę podziękować pani Jadwidze Nowak.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie